Doprowadzająca do szału "Zagadka Sary Tell"



Minęło sporo czasu, odkąd przeczytałam dobry kryminał. Po książce „Policja” Jo Nesbo przez którą nie przebrnęłam, postanowiłam zrobić przerwę i pójść w inną tematykę. Nie zanosiło się, żebym wracała do kryminałów, chociaż widząc w sklepach Cobena, naprawdę ciągnęło mnie, aby wziąć, kupić i przeczytać, jednak nigdy ta chęć nie była tak wielka, abym to zrobiła. W moje ręce zaś niedawno trafiła pozycja o tytule „Zagadka Sary Tell” i to właśnie ona sprawiła, że znów mam ochotę skupić się tylko na jednym książkowym gatunku.


Muszę przyznać, że zabierałam się za czytanie dosyć długo. Szukałam wymówek, znajdowałam inne zajęcia, aż w końcu jadąc do pracy coś mnie tknęło i otworzyłam książkę w telefonie. Po przeczytaniu fragmentu, miałam ochotę uderzyć dłonią w czoło dopytując się „Po jaką cholerę tyle zwlekałaś?!”. Już dawno nie fascynowałam się żadną książką, jak właśnie tym dziełem. Matko, jakie to było dobre…

Zacznijmy od tego, że każdy kryminał musi spełniać pewne oczekiwania. Nie wiem, jakie są Wasze względem tego typu powieści, ale ja potrzebuję ostrego napięcia, które nie pozwoli mi odłożyć czytania na później, no chyba że spada na mnie masa obowiązków. Pragnę akcji, zawikłań, tajemnic, dociekania prawdy, przyśpieszonego bicia serca, otwartych ust z wrażenia podczas czytania. Jeżeli Wy również tego szukacie, to czas abyście wybrali się do księgarni i zakupili „Zagadkę Sary Tell”.

Zaczyna się niby niewinnie, niby typowo.. ponieważ kilkakrotnie czytałam o tym, jak ludzie składają prośby o pomoc w sprawie bliskich u adwokatów. Jednak mężczyzna, który przychodzi do głównego bohatera zaczyna budzić moje zainteresowanie, kiedy prosi o pomoc w ułaskawieniu jego siostry. Martwej siostry. Jego zdeterminowanie i wola walki o dobre imię Sary już daje nam pewność, że szykują się ciekawe przygody.
Bohater, czyli nasz adwokat Martin, nie zalicza się do osób sympatycznych, o miękkim sercu i ciepłej duszy . Zdarzają się przejawy empatii, ale zdecydowanie góruje zarozumialstwo, oschłość i w pewnym sensie egoizm. Nie od razu postanawia zabrać się za sprawę Sary Teksas. Właściwie, gdyby nie upartość brata zmarłej, kompletnie olałby temat. Chociaż spotyka się ze swoją wspólniczką i niańczy córkę swojej nieżyjącej siostry, jego uczucia zdają się być wyłączone lub wyciszone. Nie potrzebuje związku, bo tak naprawdę Lucy jest tylko jego partnerką od potrzeb fizycznych. Powiedzmy, że żywi do niej uczucia, ale ich relacja jest na tyle skomplikowana, że chyba pasuje mu jedynie seks. Natomiast dziecko zostawia opiekunce, przez co kontakt z dziewczynką jest nikły. Tak naprawdę nie poznajemy dokładnie jego partnerki czy siostrzenicy. Możemy prześledzić kilka rozmów pomiędzy nimi, ale nic poza tym. Martin wprowadza nas w swoje życie, ale bohaterowie drugoplanowi zostają drugoplanowymi. A skoro już przy opowieściach jesteśmy.. Martin zdradza o sobie bardzo wiele, co niekoniecznie ma sens przy historii Sary Tell, przynajmniej na początku, ponieważ później akcja nabiera tempa, następuje zwrot i sprawa nie skupia się już na Sarze, a na samym Martinie. To on znajduje się pośrodku walki o życie swoje, a także bliskich. Autorka w niesamowity sposób ustawiła bohatera w takim miejscu. Nagle nie tylko Sara stanowi wielką niewiadomą. Jak mówi sam bohater „Sara Teksas to pierwszy akt sztuki”, natomiast on sam gra główną rolę w akcie drugim.
Plot jest niezwykle wciągający, pełen akcji, intryg i sekretów, które powoli wychodzą na jaw. Autorka książki nie daje nam od razu wszystkiego na tacy, hamuje i nakazuje czekać na wielki finał, który tak naprawdę ujrzymy dopiero w drugim tomie, bo zakończenie pierwszego pozostawia nas z pytaniami bez odpowiedzi, co oznacza, że przygody pana Bennera jeszcze się nie kończą. I dobrze! Czujecie ten dreszczyk emocji i podekscytowanie? Ja tak! Fabuła jest doskonale przemyślana, a twórczyni powieści może manipulować czytelnikami niczym laleczkami, bo już od początku zapadamy w trans, z którego nie da się zwyczajnie wyjść.


Z przyjemnością i niezwykłą szybkością czytałam tę książkę, więc mogę śmiało ją polecić. W wolnej chwili, wieczorem... zachęcam do wejścia pod ciepły kocyk i sięgnięcia po tę pozycję. Nie powinniście się zawieźć. 


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Prószkowski i S-ka. Książkę "Zagadka Sary Tell" możecie kupić klikając TUTAJ. A ja pędzę przejrzeć inne pozycje Pani Ohlsson!


Recenzję znajdziecie również na portalu LubimyCzytać.pl , Empik oraz Matras.

1 komentarz:

  1. Sama tworzyłaś wygląd tego bloga? Jesli tak to wzorowałas się na czymś? Masz jakieś porady/kody/tutoriale, aby zrobić ładny blog?

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.