Znajdźmy wyjście z labiryntu...


Najgorszy moment w życiu kinomana to ten, kiedy ogląda on zwiastun i rośnie w nim ekscytacja, a gdy przychodzi do obejrzenia całego filmu następuje rozczarowanie. Taką sytuację miałam w przypadku filmu „Więzień Labiryntu” z którym spotkałam się w zeszłym roku, kilka tygodni po jego premierze. Mimo wszystko postanowiłam dać szansę drugiej części, ale zanim do niej przejdę cofnijmy się do początku. A więc... od czego się zaczęło? Ach tak!


WIĘZIEŃ LABIRYNTU

O tym filmie ciężko było nie usłyszeć, skoro obserwowałam na twitterze profil Dylana O’Briena, czyli aktora grającego główną postać, znanego również z serialu „Teen Wolf”. Dylan aktywnie tweetował o filmie, w którym gra pierwszorzędną rolę, więc w końcu skusiłam się obejrzeć zwiastun, a po obejrzeniu zwiastunu skusiłam się na wyczekiwanie premiery razem z nim, bo uznałam fabułę za interesującą.



Niestety zwiastun tylko wiele naobiecywał, ponieważ sam film mnie nie powalił. Owszem, była akcja, był swego rodzaju plot, ale jednak czegoś zabrakło, a koniec po prostu rozczarowywał. Każdy z moich znajomych polecał mi przeczytać serię książek ,gdyż „Więzień Labiryntu” jest ekranizacją, która nie odwzorowuje zupełnie przygód Thomasa opisanych w pierwszej części trylogii. Ze względu na brak czasu jeszcze tego nie zrobiłam, dlatego w dzisiejszym poście polegam jedynie na wersji kinowej.
Jak już wspominałam, zakończenie było szokujące, ale w negatywnym znaczeniu. UWAGA SPOILERUJĘ! Thomas i jego grupa opuszczają labirynt tym samym wchodząc na kolejny etap badań. Po ostatniej scenie możemy uznać, że ludzie umieszczeni uprzednio w labiryncie są zwykłymi królikami doświadczalnymi naukowców, którzy upozorowali swoją śmierć. Owszem, przyznaję – jest to świetny i łatwy sposób na otwarcie sobie wrót do drugiej części, ale spodziewałam się czegoś większego, ciekawszego, a także.. odpowiedzi na pytania zadawane od samego początku filmu. 
Pomimo rozczarowania zakończeniem, nie mogłam doczekać się drugiej części. Dylan O’Brien był dla mnie wystarczającym argumentem do wyczekiwania premiery „Prób Ognia”. Oglądając go zazwyczaj w komediach lub luźnych rolach typowego nastolatka – dowcipnisia miałam delikatne obawy, co do postaci Thomasa. Zastanawiałam się, w jaki sposób producenci chcą to rozegrać. Czy zrobią z aktora idealnego do ról komediowych twardziela na siłę, czy może zastosują inny zabieg? Ku mojemu zdziwieniu, Thomasa nie wrzucono do pudełeczka bohaterów o niesamowicie silnym charakterze. Bohater był równie przerażony co reszta jego przyjaciół, czuł się zagubiony, a przede wszystkim zostały w nim cechy młodzieńca popełniającego błędy, będącego w niektórych momentach fajtłapą.  Na tle innych wyróżniała go głównie determinacja i chęć ucieczki z labiryntu. Pomimo tego, charakter i wygląd Thomasa był stonowany, nie wbiegał w opis herosa, wielkiego bohatera ratującego wszystkich wokół. Pozostał zwyczajnym nastolatkiem, który wpadł w tarapaty, a później próbował się z nich wydostać, ratując przy tym swoich przyjaciół, co szło czasem dobrze, a czasem beznadziejnie. Uważam więc za plus nie wrzucanie imidżu Thomasa do worka typowych wyobrażeń o herosach powielanych w wielu opowieściach.


WIĘZIEŃ LABIRYNTU: PRÓBY OGNIA


Nadszedł rok 2015, nadszedł wrzesień, nadeszła premiera „Więzień labiryntu: Próby Ognia”. Planowałam iść na premierę, jednak plany się zmieniły i zostałam zmuszona obejrzeć film w późniejszym terminie. Podobnie jak przy pierwszej części, zwiastun filmu zrobił na mnie ogromne wrażenie i sprawił, że nie mogłam doczekać się 18 września. Jednak druga część nie różniła się praktycznie niczym od pierwszej.

"Jeżeli pierwsza część była o czymś, to druga jest już o niczym" - W ten sposób większość osób komentuje "Próby ognia", a ja niestety muszę podtrzymać ich zdanie.  Druga część ma się nijak do pierwszej. Opowiada nam już zupełnie inną historię odbiegając od labiryntu w którym był Thomas i reszta jego przyjaciół. Owszem są pewne elementy mające na celu połączenie tych dwóch części, ale przyznam szczerze, że nadal nie rozumiem związku pomiędzy pobytem Thomasa w labiryncie, a późniejszą akcją. W porządku, nosi w sobie lekarstwo na rozprzestrzeniającą się chorobę, dlatego naukowcy starają się go schwytać i zrobić z niego królika doświadczalnego, jasne. Ale w takim układzie, czemu Thomas został wysłany do labiryntu; walczył o przetrwanie i ucieczkę, a faza pierwsza zakończyła się powodzeniem? Nie widzę sensu pomiędzy niektórymi fragmentami fabuły. Pierwsza część wydaje się być pewnym schematem, a druga jest jego rozbudowaniem, chociaż nie do końca sprawdziła się w swojej roli. Nadal brakuje mi odpowiedzi na masę pytań, przez co mam wrażenie, że trzecia część będzie koszem do którego zostanie wrzucona cała reszta wyjaśnień.
Żeby tak nie krytykować produkcji Wesa Balla, były momenty, w których przeżywałam wraz z bohaterami sytuacje, w których mieli pecha się znaleźć. Zdecydowanie miłym zaskoczeniem był dla mnie niespodziewany zwrot akcji, w którym (SPOILER) Theresa zwróciła się przeciwko Thomasowi, rozpętując wojnę. Z wrażenia szczęka mi opadła, a w głowie pojawiło się mnóstwo wulgaryzmów. Przecież wszystko szło zgodnie z planem, nie miało być żadnych niespodzianek, a tu proszę bardzo! Nagle pojawia się buntownicza Theresa, która zmienia zdanie i postanawia pomóc szalonym naukowcom. Ale przecież to jest to, co my widzowie lubimy najbardziej, nieprawdaż? Szok, osłupienie, jeszcze więcej pytań! 
Oczywiście nowi bohaterowie również cieszą moje serce. Na pokładzie witamy Aidana Gillena znanego z serialu "Gra o Tron", który podjął się zagrania jako "czarny charakter" w naszym filmie. Swoje miejsce w filmie znalazł i Giancarlo Esposito, którego mamy okazję zobaczyć w serialu "Breaking Bad". Mówiąc o starszym pokoleniu, reżyser postarał się o same gwiazdy.
Nie możemy także przejść obojętnie zapominając o efektach, jakie zapewnili nam stwórcy ekranizacji. Emocjonujące, poruszające i sprawiające, że serce bije szybciej. Sceny są dynamiczne, mocniejsze i żywsze, a kadry przyjemne dla oka.
Nie mogę powiedzieć, że zarówno "Więzień Labiryntu" jak i "Próby Ognia" są filmami beznadziejnymi. Oglądałam je z przyjemnością, mimo że widziałam zawiłości oraz miałam mnóstwo pytań, a nie otrzymałam do samego końca odpowiedzi. Jestem przekonana, że trzecia część ujawni nam cel swoich dwóch poprzednich i właśnie z tego powodu znowu skuszę się na obejrzenie filmu, być może nawet podczas premiery. Czuję niedosyt, mam uczucia mieszane, bo jednocześnie obie części mają ze sobą za mało wspólnego, ale zżera mnie ciekawość, w czym tak naprawdę tkwi sedno i mam nadzieję, że w trzeciej części je odnajdę.

3 komentarze:

  1. Wczoraj skończyłam czytać ''Próby Ognia'' i aktualnie mam zamiar jeszcze obejrzeć obydwa filmy. Twoja opinia jeszcze bardziej mnie do tego zachęciła, ponieważ będę miała porównanie do książek, więc może będzie mi się łatwiej oglądało film. Mimo że go nie widziałam zgodzę się z tobą, że przez 2 części rodzi się ogromna ilość pytań, na które nie pozyskuje się odpowiedzi. Myślę jednak, że wszystko stanie się łatwiejsze w ''Leku na śmierć'' i w ''Rozkazie Zagłady''.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja powiem tylko tyle, że Wes, który jest reżyserem filmu oraz James - autor książki są świadomi tego, że ludzie mogą czuć się zmieszani po obejrzeniu Prób ognia, ale wszystko nabierze dla ciebie sensu po "Leku na śmierć". W dodatku również polecam ci sięgnięcie po książki, które są dużo lepsze i całość ma sens, łatwiej będzie ci zrozumieć decyzję Teresy, Gally'ego i całej reszty.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witam. Śliczny i bardzo kreatywny blog dziewczyny z pasją! <3
    Zaprosiłabym Cię na swojego bloga, ale nie prowadzę bloga
    tylko instagrama na którego chciałabym Cię z miłą chęcią zaprosić! :)
    Chętnie się również odwdzięczam.
    mój ig: janaanastazja
    link: https://www.instagram.com/janaanastazja/

    OdpowiedzUsuń

Obsługiwane przez usługę Blogger.